- Dzień dobry. Czy ja dodzwoniłam się do hodowli kotów Ragdoll? - W słuchawce dźwięczy mocny, zdecydowany głos kobiecy.
- Tak, słucham?
- A czy ma Pani starszą kotkę?
Mam tylko chwilę na odpowiedź, będącą podjęciem decyzji przed którą od dawna się wzbraniałam. Adopcja… Mój Boże… Za każdym razem jest to walka rozumu z sercem. Za każdym razem rozum nakazuje wybranie rozwiązania najlepszego dla kochanego kota, czyli domu w którym będzie kochany, będzie rozpieszczany z największą dbałością, będzie miał swojego człowieka i nie będzie musiał rywalizować w grupie o moją atencję, uwagę i czas wśród pobratymców.
- Przecież wszystkie kochasz i dbasz o ich dobrostan! - upiera się egoistycznie serce.
Moja Tauriel, Taurynia, Taurysia, Tauryśka. Obiecałam sobie, że zostanie…
- Tak mam… - słyszę swój głos.
Razem z Tauriel (moją kochaną ośmioletnią kotką) jedziemy na umówione spotkanie. Wizyta i rozmowa przebiega bardzo konkretnie. Zarówno pani Bożena, jak i ja jesteśmy pełne obaw. Obie chcemy dobrze. Koteczkę wprowadzam do nowego domu tak, jak kotka wyprowadza z gniazda młode, gdy podrosną.
Tauriel doskonale wie co się dzieje - jak wszystkie moje kocie dzieci.
Rozum nakazuje sercu milczeć.
Kotka czuje się niepewnie. Po przeprowadzonej rozmowie zostawiam ją z panią Bożenką. Jeżeli koteczka źle zniesie zmianę, lub któraś z nas uzna, że powinna wrócić do gniazda, zabiorę Tauriel z powrotem.
Nazajutrz rano Pani Bożenka referuje przez telefon aklimatyzację kotki. Że skorzystała z kuwety i zaszyła się pod stolikiem. Że namawiała ją na rekonesans po mieszkaniu, ale kotka nie chciała zwiedzać. Że piła, ale nie jadła.
Wieczorem przychodzę odwiedzić obie „kobietki”. Tym razem poznaję wszystkie szczegóły spędzonej razem pierwszej nocy. Nie było tak różowo. Bo tęskny płacz Tauriel wymusił konieczność pokazania koteczce łóżka. - „Spałyśmy razem.” – Opiekunka opowiada jak wzięła kotkę na ręce i zaniosła do łóżka (Pani Bożenka drobna i nieduża i Tauriel – 6 kg kota). Wyobraźnia powoduje, że mimochodem się uśmiecham. Pani Bożenka przejęta ponownie referowała, że Tauriel nie chciała jeść, „ale smaczki to z ręki jadła”. Piła. Z kuwety skorzystała. Następnego dnia rano grały piłeczkami. Co prawda w nocy trzeba było wziąć tabletkę, bo emocje i lamenty kotki nie pozwoliły na sen, ale to bez znaczenia i cały czas podczas tej opowieści uśmiech nie schodził pani Bożenie z buzi.
Taurysia przyszła po chwili (uciekła, gdy usłyszała, że ktoś wchodzi do mieszkania). Nie wyglądała na smutną, czy wystraszoną. Kręciła się, prężąc i nadstawiając grzbiet, zagadywała. No, to głaszczemy się i czeszemy siedząc na dywanie. Pieszczot jest co niemiara. Kotka maszeruje do kuwety. Po chwili głośno nas informuje, że właśnie wychodzi z toalety. Radośnie skacze susem na łóżko. Spogląda na panią Bożenkę, gdy ta wstaje i zmierza do kuchni Tauriel biegnie za nią kocim truchcikiem pomiaukując sobie wesoło pod nosem.
Patrzę i wierzyć mi się nie chce. Obie „kobietki” tryskają szczęściem. Zupełnie jakby znały się od bardzo dawna.
Wszystkiego najlepszego kochane!
Na zdjęciu TAUREL Rag-Bella*PL /RAG a 03/
