Po uprzednim zasygnalizowaniu zasad dot. kwestii prawnych, sanitarnych oraz technicznych – odnoszących się do podróży z kotem, pozwolę sobie na kilka uwag wynikających z doświadczenia.
Podróż z kotem wydawać by się mogło, nie jest niczym trudnym do przeprowadzenia. Jednak są pewne zależności przyczynowo skutkowe, które mają znaczenie. Od naszego podejścia do zagadnienia zależy, jak propozycję podróży przyjmie kot. Aby podróż wraz z narastającą kocią wokalizacją z tylnego siedzenia, przy nerwowo mijanym kolejnym kilometrze, nie skończyła się chęcią oddania kota za dopłatą, trzeba je uwzględnić.
Bo najważniejszy w tym wszystkim jest właśnie kot, a każdy kot jest inny!
Nasze koty podróżują dużo. Dystanse które pokonują są różne. Od tych krótkich, niezbyt częstych, ale koniecznych (np. wizyty w gabinecie weterynaryjnym), do tych kilkudziesięciogodzinnych na drugi koniec kraju i dalej.
„Czym skorupka za młodu…” - Zawsze łatwiej przyuczać od małego.
W tych krótkich wyprawach najczęściej uczestniczą maluszki. Dystans czasowy to zwykle 30 – 60 minut. I chociaż podróż nie trwa długo, to opuszczenie „gniazda” zawsze wiąże się ze stresem. Nowe bodźce: zapachy, dźwięki, zmienna temperatura… i zamknięcie w transporterze nie każde kocię od razu dobrze znosi, ale, że w transporterze siedzi z bratem lub siostrą, to nieprzewidziana okoliczność jest łatwiejsza do przeżycia. Przyzwyczajanie do wycieczek warto więc zaczynać od takich krótkich dystansów (nie koniecznie do gabinetu weterynaryjnego).
Nauka czegokolwiek to PROCES. Nie należy oczekiwać, że „ktoś” umiejscowiony w zupełnie nowych okolicznościach będzie od razu zorientowany w sytuacji i zachowa się wzorowo. Tym bardziej kot. To tak nie zadziała. Są to umiejętności wykształcane w wyniku poznawania poprzez powtarzanie, przechodzące w nawyki.
Podróże, szczególnie te długie, są męczące i stresujące dla kota, który nie potrafi myśleć abstrakcyjnie, że na końcu tego całego zamieszania czeka go osiągnięcie celu. „Teraz przemęczę się w transporterze, ale dam radę, bo jedziemy do …” On na co dzień żyje w uporządkowanym rytmie dnia i otaczających go bezpiecznych okolicznościach na znanym sobie rewirze, a tu masz! Turystyki się zachciewa! Wyjazdy raz na jakiś czas zawsze będą dla naszego mruczka stresem, a zaskakujące dla niego okoliczności mogą powodować zaskakujące nas kocie reakcje.
W czasie długiej drogi kot musi mieć możliwość swobodnego poruszania się po wydzielonej przestrzeni i możliwość skorzystania z kuwety. Konieczne są przerwy. W innym wypadku cierpi. Jeżeli podróż staje się rutyną i kot zna rytuał drogi, bez problemu skorzysta z kuwety oraz podstawionej na postoju miseczki z jedzeniem czy wodą. Chętnie pospaceruje po deptaku, paradując na smyczy przed relaksowanymi w ten sam sposób podróżującymi psami.
Tak zachowują się koty, które na skutek aktywnego trybu życia swoich opiekunów po prostu podróżują. Środki transportu nie mają znaczenia. Znaczenie ma bliskość opiekuna, który na „zapytanie” wyartykułowane przez kota odpowiednio zareaguje, ale tutaj nie o „starych wyjadaczach”, dla których ubranie szelek i przyniesienie transportera zwiastuje coś przyjemnego.
Na początek dobrze jest od czasu do czasu, w mieszkaniu, na chwilę, założyć kociakowi szelki. Początkowo nie będzie zachwytu. „Złapany” przez szelki będzie zdezorientowany. Jeżeli ta okoliczność powtórzy się co jakiś czas na krótko, to szelki przestaną przeszkadzać. Szelki i smyczka w „drodze” są bardzo przydatne.
Nie każdy kot lubi podróż w transporterze. Dla tego dobrze jest przyzwyczajać kociaka i pozwolić mu w domu przesiadywać od czasu do czasu w otwartym transporterze. W innym przypadku ten sam kot może zupełnie inaczej zachowywać się mając do dyspozycji wydzieloną przestrzeń w aucie, niż ograniczoną w zamknięciu. Bunt narastający w naszym mruczku, spowodowany niezrozumiałą izolacją może wyzwolić walkę z barierami uniemożliwiającymi wyjście z „karceru”. Podjęte przez desperata działania (rozsunięcie błyskawicznego zamka, czy przegryzienie kratek z tworzywa) zwykle pozwolą mu na opuszczenie miejsca „niedoli”. Wtedy mamy zagwarantowane, że w czasie jazdy zadowolony z siebie mruczek zamelduje się z satysfakcją na naszych kolanach, a lepiej żeby to się nie zdarzyło! W przypadku niemożności opuszczenia transportera „osadzonemu” pozostanie desperackie gryzienie jego poszczególnych części, salta z wykopem i lament, co znacznie obniża obopólny komfort podróżowania.
Podróż i w przypadku dorosłych kotów również jest bardziej znośna, gdy ma się towarzysza „niedoli”. W każdych nowych okolicznościach pewniej czujemy się w towarzystwie i oczywiście dobrze jest się mieć do kogo przytulić. A co jeżeli nie mamy drugiego kota? Z braku drugiego kota (w przekonaniu kota) opiekun jak najbardziej może spełnić tą rolę (o czym poniżej).
Jeżeli zaprzyjaźnione koty muszą jechać w transporterach to dobrze jest ustawić transportery tak, żeby mogły się widzieć. Zdecydowanie będą spokojniejsze. Jeżeli nie ma drugiego kota, to widok opiekuna na odległość wyciągnięcia łapy przez kratkę transportera, też będzie wpływał kojąco na wystawione na próbę kocie nerwy.
Niestety, niektóre koty nie znoszą podróży i nic tego nie zmieni. „Lament” podróżującego nieszczęśnika szybko uświadomi nam niestosowność podjętych przez nas działań. Ewentualnie można podjąć próbę transportu „kociastego” na kolanach pasażera, na tylnym siedzeniu (szelki są konieczne). To zmienia obraz podróży w kociej głowie (można się przytulić). Można popatrzeć przez okno, pokombinować , gdzie wygodnie się umościć. No i być głaskanym. Bliska obecność „mame”, czy „tate” da namiastkę bezpieczeństwa w tych pełnych dyskomfortu warunkach.
Są koty mające chorobę lokomocyjną, inne dostaną rozstroju żołądka (przegłodzenie niewiele daje, jak nie ma czym, to zawsze można zwrócić ślinkę). W takich razach ręczniki papierowe i jednorazowe podkłady, spakowane zawczasu, bywają bardzo przydatne. Podobnie jak szampon, dobrze chłonny ręcznik i suszarka.
Są takie, które godzą się na podróż, ale nie są jej entuzjastami. Dobrze jest, żeby podczas jazdy otrzymywały słowną aprobatę, rozpraszającą ciemne chmury znad kociej głowy.
Tak, czy inaczej, jeżeli przyjmiemy temat ze zrozumieniem i dobrze się zawczasu przygotujemy, to z pewnością podróż nie będzie powodem stresu tak dla nas, jak i dla kota.
