Przyglądam się z cicha Astrid karmiącej dzieci. Maluchy dzisiaj kończą siódmy dzień życia. Astrid jest bardzo zrównoważoną kotką, wyrozumiałą i czułą mamą. Dzieci powiła w godzinach popołudniowych dając mi psychiczny komfort. Kocięta przychodziły na świat w niemalże równych piętnastominutowych odstępach. Jak to zwykle bywa, pierwsze kocię, „przecierając drogę” nie miewa łatwo. Astrid prąc pokrzykiwała. Bolało ją. Kocię może nie największych rozmiarów, ale okazało się, że świat postanowiło przywitać pupą. Głowa utknęła w drogach rodnych, kotka chwilę czekała na kolejny skurcz… Ja czekałam razem z nią i odliczałam dłużące się sekundy. Kociak urodził się worku. Szybciutko zdjęłam błony, odessałam malucha, wysuszyłam i … pozostało czekać, aż urodzi się łożysko. Zamiast łożyska na świecie, po kolejnym krzykliwym skurczu, pojawił się drugi kociak. Dwa kociaki na zewnątrz i dwa łożyska w środku. I tego maluszka ogarnęłam. Trzeba było cierpliwie poczekać. Kociaki popiskiwały „uwiązane” do łożysk. Trzeci kokciak przychodząc na świat wypchnął przed sobą oba łożyska. Odetchnęłam. Pozostałe dwa kocięta przyszły na świat po kolei i jak powinno być, z urodzonymi zaraz potem łożyskami. Każde kolejne kocię wysuszone, grzało się z rodzeństwem pod polarowym kocykiem. Astrid spokojnie zajmowała się porodem. Miedzy kolejnym kocięciem odpoczywała. Po piątym maluszku usnęła…
Zwykle kotki, nawet pomimo długiego i wyczerpującego porodu od razu myją się, suszą kocięta i przygarniają je do siebie. Ogrzewają i układają się do karmienia. A tutaj taki przypadek. Zastępcza mama ogarnęła dzieci. Wysuszyła, ogrzała. W gnieździe cicho i ciepło… Astrid śpi w najlepsze. No cóż? Nie ma lekko! Pobudka! Astrid! Czas zająć się dziećmi!
Wyrwana ze snu Astrid natychmiast weszła w tryb kocieżyństwo.
Rośnijcie zdrowo! Maleństwa!
Na zdjęciu (IC) Astrid Rag-Bella*PL /RAG n 03 21/ z maleństwami.
