Życie dojrzewającego kocurka w grupie dorosłych pełnowartościowych kocurów nie jest łatwe. Obserwując moich chłopaków uśmiecham się do siebie, patrząc na „nieopierzonego” Mojito, bo ja wiem to, czego on się właśnie dowiaduje. Na określonym terenie, w stadzie, panuje hierarchia. Rozbrykane dzieci (którym dopiero co, wszystko był wolno) z czasem stają się podrostkami, którym nadal dużo wolno, ale do czasu. Do czasu w którym zaczynają próbować swoich sił, aby ustawić się na pierwszym miejscu w stadzie i żeby szybko dowiedzieć się, że ich miejsce jest na końcu.
Mojito właśnie skończył rok. Jest wyjatkowo dużym kocurem. Budowę ciała ma grubokościstą. Jest długi. Waży niespełna osiem kilogramów. Ma zrównoważony temperament i jak na kota rasy Ragdoll przystało jest ciapowaty. Taki duży młokos. Nieskoordynowany i powolny, ale… pomysł na to, jak zostać królem już ma i tu zaczyna się dla niego kłopot, bo jak wspomniałam, w ułożonej grupie miejsce młodego jest na samym końcu.
Jego przyrodni brat Limonek (z natury uważający i histeryczny) szybko przyswoił obowiązujące w grupie zasady. Tamir wytarmosił wrzeszczącego w niebogłosy Limonka, wyszczypując mu dla pamięci odrobionej lekcji, kilka kępek futra. Obyło się bez ran (bo to nie walka, a tłumaczenie było), co prawda z lamentem, ale może dzięki temu z błyskawicznym ułożeniem w głowie, że lepiej się nie „rzucać” i honorować w kolejności: X-Man-a, Xiaolong (chłopaki uznające się wzajem, na jednym, najważniejszym poziomie) i trzeciego, najważniejszego w grupie, Tamira. W stadzie obowiązuje „kolejność dziobania” i trzeba to wiedzieć. Limonek tą lekcję odrobił szybko.
Niestety Mojito to nie ugodowy panikarz Limonek. W jego wypadku rzecz wydaje się przedstawiać zupełnie inaczej. Mojito zdaje sobie sprawę ze swojego gabarytu. Prowokuje i próbuje sił raz po raz.
Miski z suchym stoją w dwóch odległych miejscach. Chłopaki mogą przegryźć chrupkę, od niechcenia, w dowolnej chwili. Tłoku przy miskach nie ma. I co ja widzę? Niby niechcący, Mojito wpycha się między ścianę, a jedzącego spokojnie X-Mena. Metodycznie działając, wciska głowę do miski odsuwając jedzącego „króla”. Ten odchodzi, nieśpiesznie zostawiając miskę i jedzącego Mojito. Mojito króluje… Nic bardziej złudnego. Ta impertnencja nie została niezauważona, i nie zostanie zapomniana. Król, od tłumaczenia młodym, ma „ostatniego” w dotychczasowym porządku. Tamir nie może pozwolić odebrać sobie lokaty. Jest jak bat zaganiający na miejsce w szeregu młodych i aspirujących.
Lekcji było kilka, ale zanim X-Man wymruczał swoje niezadowolenie nad leżącym w poddańczej pozie Mojito, to tenże został nie raz wyszczypany, a przy tym nie obyło się bez dziwnych i piskliwych wywodów drobniejszego i mniejszego Tamira. Pierwszy chwyt zawsze mocny i kilka szarpnięć za futro na karku, grzbiecie, czy boku leżącego aspiranta. Kiedy upomnienie nie docierało, następowało kilka szczypnięć w uszy. I o ile futro, na całym ciele, w miarę dobrze izoluje szczypanie i tarmoszenie, i można powalczyć, o tyle delikatne uszy wystawione ponad futrzaną okrywę są bezbronne. Mojito w momencie leżał „plackiem” wyciągnięty na brzuchu w bezruchu. Już nie walczył, czekał. Tamir przyjmując gest poddania i okazując Mojito wyrozumiałość wylizał go po głowie. Lekcja została odrobiona. Co nie oznacza, że była ostatnią. Pewnie jeszcze nie raz Mojito będzie próbował.
Tak wygląda wdrażanie zasad w grupie żyjących razem kocurów. Trochę krzyków i wyskubanego futra… „Kolejność dziobania” musi zostać zachowana.
Na zdjęciu Mojito Rag-Bella*PL /RAG n 03 21/
