Socjalizacja (łac. socialis = społeczny) – proces (oraz rezultat tego procesu) nabywania przez jednostkę systemu wartości, norm oraz wzorów zachowań (w wyniku oddziaływań otoczenia społecznego), obowiązujących w danej zbiorowości.
Socjalizacja trwa przez całe życie.
Tyle wstępem zaczerpniętym z definicji.
W hodowli socjalizacja musi przebiegać bardzo sprawnie. Od chwili przyjścia kociąt na świat. Ich wyjścia z gniazda i zabawy w kojcu, do wejścia w kocią społeczność. To zaledwie okres czterech miesięcy (równoznaczny ok. kocim czterem latom).
Kocięta przychodzą na świat z niedorozwiniętym układem nerwowym, a więc niezdolne do samodzielnego życia. Kocia mama od pierwszych chwil dba o maluchy. Suszy, dogrzewa, karmi, masuje brzuszki dzięki czemu stymuluje wypróżnianie. Pierwsze tygodnie to „mama i ja”- obieg zamknięty. Kocięta nie chodzą. Pełzają. Posługują się węchem, „radarem” temperatury, następnie słuchem. Nie widzą (oczy otworzą ok. 10 dnia). W porodówce jest bardzo czysto. Początkowo kotka nie odstępuje kociąt ani na chwilę. Za aprobatą kociej mamy maluchy codziennie są ważone i oglądane, brane przez hodowcę na ręce. Od pierwszych chwil poznają: zapach, dotyk, temperaturę i głos człowieka. Cztery pierwsze tygodnie kocięta spędzają w porodówce. I na tym kończy się sielskie wyobrażenie kocich „słodkości”. Maluchy gdy kończą czwarty/piąty tydzień zaczynają się gramolić w kierunku świata. Wystarczy, że znajdzie się tylko jeden prowodyr, który wygramoli się poza krawędź gniazda. Tym bardziej zachowawczym zajmie to, co najwyżej, jeszcze dwa dni zwłoki.
Najwyższy czas przenieść gniazdo do kojca. W tej przestrzeni oprócz legowiska mamy przygotowaną płytką kuwetkę z kukurydzianym żwirkiem, miseczkę z wodą, pokarmem suchym i w porach karmienia mokrym. Zorganizowana przestrzeń pozwala swobodnie poruszać się kotce i edukować maluchy. Wszystko nadal jeszcze odbywa się pod bacznym okiem mamy, która z upływem kolejnych dni pozwala sobie na coraz dłuższe wypady poza kojec. Stroni, gdyż maluchom rosną ostre jak igiełki mleczaki, a potrzeba zaspokojenia głodu rośnie wraz z nimi. Natura przygotowuje kocięta do gryzienia (nie tylko) pokarmów.
Maluchy ucząc się spożywania pokarmów stałych. Kończą okres „pieluszkowy” (obsługiwany przez kotkę) i muszą samodzielnie trafić do kuwety. Średnio proces nauki zachowania czystości odbywa się w trzy dni. Są jednak odstępstwa. Jedne meldują się w kuwecie bezpośrednio z legowiska, innym czas się przedłuża do tygodnia. Podobnie jest w przypadku samodzielnych prób spożywania pokarmu w formie stałej.
W kojcu pojawiają się zabawki i drapaki. Plac zabaw pozwalający zapoznawać nowe dźwięki, przedmioty, rozwijać umiejętności. Przez cały ten czas, ręce hodowcy niezmiennie baraszkują wśród kocich dzieci. Dotykanie, głaskanie, podnoszenie, tulenie, zabawy w różnych pozycjach. Także tych dla kociąt niekomfortowych, bo ostrzegawczo zakodowanych w kocich genach.
Kiedy kojec spełni swoje zadanie, dla kociąt otwiera się skotyfikowana przestrzeń pokoju. Ta wielopoziomowa bawialnia w pierwszej chwili powoduje uczucie niepewności. Tym bardziej, że oglądane wcześniej z bezpiecznej przestrzeni kojca, ciotki i starsze rodzeństwo nie brało dotąd udziału w wychowywaniu. Na tym etapie socjalizacja zaczyna się na całego! Co prawda czujność mamy jest gwarantem bezpieczeństwa, ale kocięta nabierają „wiatru w żagle” i szaleńcze zabawy, niekontrolowane, nieskoordynowane skoki, susy, podgryzania, drapanie, wrzaski i przepychanki, rozsypywanie i rozchlapywanie zawartości misek, przebieżki bez deka szacunku po starszych muszą kończyć się syknięciami, fuknięciami i naganą w postaci pacnięć. Kocia rodzina, kocim kodem temperuje tą bandę oszalałych ze szczęścia chochlików. A że dzieci, jak dzieci - nikogo nie słuchają… Ciotki i starsze rodzeństwo w procesie wychowawczym są nie do przecenienia.
Maluchy z miotu N właśnie kończą jedenasty tydzień życia.
Na zdjęciu NESTOR Rag-Bella*PL (RAG n 04 21)
