Zanim przyjdą na świat kocięta…
Musi się wiele wydarzyć i nie mam tu na myśli ukierunkowanych działań i planów hodowcy, bo te nie mają większego znaczenia, jeżeli któremuś z dwojga oblubieńców nie przypadnie do gustu wybranek. Brzmi dziwnie? - Nie dla hodowcy.
Brak kocura w hodowli to niemała „gimnastyka” nie tylko dla hodowcy, gdy przychodzi czas na kotkę, a oblubieńcem ma zostać obcy kocur w obcym miejscu i najczęściej znajomość ma zostać zawarta z marszu, i to po wielogodzinnej drodze w niedużym (choć wymiarowym) transporterze. Taki program prokreacji jest niemałym stresem dla kotki, czego wynikiem często są tzw. „puste” krycia.
Nasze stado dobrze się zna. Maluchy zanim osiągną okres dojrzewania i trafią do grupy determinowanej płcią, przebywają ze starszymi kotami. Starsze wychowują młodsze. Wszystko odbywa się w mieszaninie zapachów domowego rewiru, określonych kodów komunikacyjnych, ulubionych miejsc i ścieżek, rytuałów. Ustalane są zasady wspólnego bytowania. Jeżeli pojawia się nowy członek stada (mam na myśli kotkę/kota - nie kastrata), to po okresie kwarantanny wchodzi w grupę (zwykle w wieku podrostka).
W ten sposób nasze kotki i kocury wyrastają znając się. Gdy wchodzą w okres prokreacyjny dużym ułatwieniem jest, że nie musimy korzystać z tzw. kryć zewnętrznych.
Gdy nadejdzie czas i spotkamy ze sobą wybraną parę, miło jest przypatrywać się kocim zalotom. Jednak wcale nie rzadko okazuje się, że jest tak, jak pisał Żeleński Boy - „Bo w tym cały jest ambaras, żeby dwoje chciało na raz.” i zanim koniec zwieńczy dzieło, starań poczynionych jest niemało.
Ominięte „rafy ” obcego terenu, niezidentyfikowaych zapachów nachalnych nieznajomych absztyfikantów… i powinna być sielanka, a tu nic z tego.
Na swoim terenie kotka i owszem przywitała się ze znajomym chłopakiem. Nawet czule, bo nosek w nosek. Na początek to dobrze, ale na długo nie wystarczy. Ona według swojego zegara biologicznego ma jeszcze chwilę, więc chłopak musi się postarać bardziej. Zaczyna się prawdziwa adoracja dziewczyny, w której ona odwzajemnia się dąsami, fochem, fuknięciami, czasem syknięciem, a nawet niegroźnymi pacnięciami. Para czujnie się obserwuje i nie spuszcza z siebie oka. Sinusoida emocji trwa jeszcze jakiś czas, aż panna daje się namówić na czułe mycie uszek. I już wydaje się tuż, a tu znowu nad głowa amanta zawisa złowieszczo wyciągnięta łapeczka. Chłopak nie traci nadziei, ani animuszu, jednak gdy panna zbytnio go temperuje, ten zaczyna się ociągać i żałośnie pomiaukując manifestuje utratę zainteresowania oddalając się nieznacznie. Spryciarz! Dobrze wie, że czas działa na jego korzyść. Już niedługo panna, która wcześniej się dąsała, sama przyjdzie do niego ze zwieszoną głową, wlokąc za sobą, żałośnie welon ogona po ziemi. Doświadczony kawaler wie, że gody czas zacząć. Mogą trwać dzień, trzy dni, a czasem i tygodnia mało, bo jeżeli kocur nie jest macho i nie załatwia sprawy obcesowo, i w biegu, to delikatne czułości nie skąpione kotkom w późniejszym czasie przybierają postać zażyłości.
Doświadczony, cierpliwy, delikatny i czuły kocur w hodowli to skarb – poskromi każdą złośnicę, wprowadzi w arkana sztuki każdą niedoświadczoną koteczkę. Będą kocięta :)
Na zdjęciu nasz wspanialy reproduktor ES* MALATTODOLLS TOD's of Rag-Bella*PL (RAG n 04)